Mediapolis
Portfolio

Wpisy z kategorii 'telewizja'

Pięć sposobów jak rozpoznać serwis Web 2.0

Najlepsze serwisy Web 2.0 na świecie - to temat naszej wczorajszej rozmowy z Cezarym Łasiczką na antenie radia Tok FM. Na podstawie tej audycji powstały dwa teksty: „Jak rozpoznać serwisy Web 2.0″ i „23 najlepsze serwisy Web 2.0 na świecie”, który opublikuję dziś po południu. W następny wtorek 29 maja, o godz. 23.00, będziemy rozmawiać o blogach i polskiej blogosferze. Zapraszamy!

- - -

Kto dziś nie słyszał o Web 2.0? Trzeba by spędzić ostatni roku na Księżycu lub w dżungli amazońskiej, żeby nie zetknąć się z tym pojęciem. Google od ręki znajduje 557 milionów odpowiedzi dla zapytania Web 2.0. Nowe hasło elektryzuje środowiska biznesowe, a inwestorzy z branży high-tech węszą za dużymi pieniędzmi - pisze „Gazeta Wyborcza”. To jedno z najgorętszym pojęć współczesnych czasów - dodaje „Brief”.

Według Wikipedii, termin ten określa „serwisy internetowe, powstałe po 2001 roku, w których działaniu podstawową rolę odgrywa treść generowana przez użytkowników danego serwisu”. Słowo spopularyzowała w 2004 roku firma O’Reilly Media.

Dla nas - użytkowników, internet nigdy nie był tak egocentryczny jak teraz. Wreszcie jesteśmy w centrum uwagi. Liczymy się tylko my - takie przynajmniej wrażenie próbują stworzyć serwisy „webdwazerowe”-, bo teraz tworzymy społeczność, nie publiczność

Możemy wyrażać naszą opinie, dzielić się naszymi wrażeniami, zdjęciami (prosząc o opinię innych), możemy wpływać na opinie innych, możemy głosować na produkty, które lubimy np. na Iliketotallyloveit.com.

Marketerzy wybierają nas agencją reklamową roku, prestiżowy „Time” wręcza nam tytuł Człowieka Roku. CNN.Money umieszcza nas, internautów, na pierwszym miejscu listy 50 osób, które liczą sie najbardziej w nowym biznesie, biznesie 2.0. Znaleźliśmy się tam przed Sergiejem Brinem i Larry Pagem (twórcy Google), Billem Gatesem (założyciel Microsoftu) i Rupertem Murdochiem (magnat prasowy). Wszędzie tylko ja, ja i jeszcze raz ja… Jednym słowem - raj na ziemi, tej wirtualnej.

To my tworzymy potężną, zbiorową inteligencję, jeden z filarów naszej epoki Web 2.0. My, zwykli ludzie tworzymy wirtualną społeczność, której wspólna wiedza, doświadczenie i kompetencje pozwalają na stworzenie nowej, super-demokratycznej jakości (jak działa zbiorowa inteligencja w internecie?).

Web 2.0 to też fantastyczna maszynka do generowania ruchu na stronach internetowych. Oczywiście dzięki nam.

Web 2.0 to także nadchodząca era egocastingu, zmora tradycyjnych stacji telewizyjnych. Chodzi o nowy rodzaj zindywidualizowanego odbioru telewizji, absolutne przeciwieństwo broadcastingu, tzn. telewizji masowej. Konsumenci, czyli my, będziemy oglądać to co chcemy, kiedy chcemy, gdzie chcemy i na czym chcemy: telewizja, telefon komórkowy, komputer, konsola PlayStation… Japończycy już od kilku lat znają tę kulturę konwergencji i z pobłażaniem patrzą na iPhone, przedmiot moich marzeń.

Dziś wiemy już, że Web 2.0 łączy i zmienia ludzi. Choć wielu z nas korzysta z tych serwisów - często nie zdając sobie z tego sprawy, tak jak bohater jednej ze sztuk Moliera nie wiedział, że mówi prozą - tak naprawdę niewiele osób jest w stanie powiedzieć co to jest i jak rozpoznać serwis Web 2.0 od „oldskulowego” Web 1.0.

Oto pięć cech charakterystycznych dla serwisów Web 2.0:

1. Obecność blogów lub wiki

Jednym ze znaków rozpoznawczych mogą być - znane są od wielu lat, jeszcze przed nadejściem epoki Web 2.0 - blogi i wiki, czyli w uproszczeniu rodzaj edytora, w którym można dowolnie tworzyć, edytować i zmieniać tekst bezpośrednio w przeglądarce internetowej.

Blogi mogą zastąpić klasyczny serwis newsowy, informujący o tym co się dzieje na danej witrynie (Google Adsense Blog, Ziki.com, Wykop.pl…). W taki sposób blogi wypierają zakładki „News”, używane często w statycznych witrynach epoki Web 1.0.

Dzięki komentarzom na blogu, wydawca bloga może zorientować się np. jak internauci reagują na przykład na zmiany w serwisie. Kiedyś musiałby zapłacić za badania jakościowe, dziś ma to za darmo. Blogi (o których mówi się nawet, że stały się Piątą Władzą) lub wiki mogą też stanowić bazę jakiegoś serwisu. Tak jest w przypadku wyszukiwarki blogowej Technorati.com lub platformy blogowej Blox.pl. Wikipedia.pl jest natomiast przykładem wykorzystania mechanizmu wiki, ale nie jest klasycznym wiki.

„Większość wiki nie rozdziela dyskusji od informacji – każda strona przypomina wątek listy dyskusyjnej, który może być edytowany, dzielony i łączony jeśli nadmiernie się rozrośnie. Największe Wiki tego typu to Wiki Wiki Web poświęcona programowaniu i Sensei’s Library poświęcona grze go” - czytamy w Wikipedii.

Jeżeli chodzi o treści, w centrum Web 2.0 znajdują się serwisy, na których czymś się dzielimy:

  • dzielimy się linkami (Delicious.com),
  • dzielimy się zdjęciami (Flickr.com),
  • dzielimy się wideo (Youtube.com lub DailyMotion.com),
  • dzielimy się prezentacjami Power Point (slideshare.com)

Web 2.0 t także - jeżeli nie przede wszystkim - serwisy społecznościowe (MySpace.com, Viaduc.com, Facebook.com). Niektóre z tych serwisów istnieją od dawna, ale dzięki modzie na Web 2.0, przeżywają drugą młodość jak Linkedin.com, biznesowy serwis społecznościowy.

2. Rodzaj proponowanych usług: „Zrób to sam”

Serwisy Web 2.0 można poznać po proponowanych przez nich usługach, których wspólnym mianownikiem jest reguła: „Zrób to sam” (skąd my to znamy?). Opierają się one głównie na współpracy internautów.

To oni, czyli my, dostarczają tekstów, zdjęć i wideo, które nakręcają liczniki serwisów takich jak Blogger.com, Flickr.com czy YouTube.com. Amerykanie nazywają to „User Generating Content”, a w niektórych przypadkach, jak amatorskie wideo z zamachów w Londynie, - dziennikarstwo obywatelskie.

Według Deloitte, boom na treści tworzone lub współtworzone przez internautów, którego apogeum był zakup w 2006 r. serwisu YouTube przez Google, nie jest przejściową modą lecz głęboką, długotrwałą tendencją. Niektórzy mówią nawet, że możliwy jest świat bez dziennikarzy, w co nie wierzę.

Witryny internetowe nowej generacji zachęcają do współtworzenia lub produkowania treści przez samych użytkowników: MySpace.com, YouTube.com, Delicious.com, Wikipedia.pl, Lycos IQ.

Nasze komentarze, rekomendacje, głosy oddane na ten lub na inny tekst lub na inny produkt, linki do cztytanych przez nas artykułów stały się poszukiwanym i cennym towarem. Niektóre serwisy już zaczęły płacić za treści tworzone przez internautów, jak Blox.pl lub YouTube.com. Wyszukiwarka Lycos będzie płacić internautom nawet za komentarze!

3. Podobne technologie, aplikacje, narzędzia

Kiedy podniesiemy maskę witryn Web 2.0, by zajrzeć do ich silnika, możemy tam często znaleźć te same technologie i aplikacje. Gwiazdą Web 2.0 wydaje się Ajax (Asynchronous JavaScript And XML). To nie jest oddzielna aplikacja, ale narzędzie (Wikipedia określa go nawet jako „termin”). Ajax powstał grubo przed epoką Web 2.0 - co sprawia, iż część informatyków nie uznaje go za aplikację Web 2.0 -, ale dopiero od kilku lat stał się uniwersalnym narzędziem. Pozwala on na szybsze ładowanie się stron. Na Ajaxie działają m. in. Google Maps (internauci mogą tu teraz tworzyć własne mapy) i moje ulubione serwisy: Netvibes.com i Itsmynews.com* (który właśnie testuję).

W bebechach witryn Web 2.0 znajdziemy również RSS -y (rodzaj abonamentu na cały lub część serwisu, np. tylko na informacje o nowych witrynach Web 2.0), narzędzie open source do szybkiego tworzenia aplikacji webowych czy ulubiony przez amerykańskich czy zachodnioeuropejskich, ale ciągle rzadko używany w Polsce język szybkiego programowania Ruby on Rails.

Web 2.0 w ogóle bardzo lubi darmowe aplikacje open source, bo to zdecydownaie obniża koszty inwestycji. Rozpoznamy też nieraz Web 2.0 po wersji beta, tzn. przedłużonemu nawet do kilku lat etapowi kiedy program zaczyna już mieć pierwszych użytkowników, zwanych beta-testerami, którzy wyłapują błędy. Być beta-testerem to brzmi dumnie - to taki „webdwazerowy szpan” - w przypadku topowych serwisów, jak np. internetowa telewizja twórców Skype - Joost.com.

4. Nawigacja lekka jak piórko

Lekko, lżej, jeszcze lżej - ta zasada skrajnej prostoty jest również cechą charakterystyczną stron Web 2.0. Znikają pionowe kolumny po prawej stronie (ale nie w portalach), zostaje proste, poziome menu z kilkoma zakładkami. Informacja jest zorganizowana w blokowo, w oddzielonych od siebie boxach. Jest schludnie i czysto. Nazywam to „tendencją zen”.

Inna cecha chaaterystyczna: tag cloud, czyli chmura tagów. Co to jest? Tagi są znacznikami w formie słów-kluczy, jak te umieszczone pod tym tekstem, np. media, internet, prasa… Każdy informacja może mieć kilka różnych tagów. Tagują oczywiście sami internauci.

Tagi rozwinęły sie m. in. dzięki serwisom Flickr.com, del.icio.us.com i wyszukiwarce blogów Technorati.com. To klasyczna aplikacja w modnym stylu Web 2.0. Tagi pełnią dwie podstawowe funkcje:

  • służą do porządkowania treści w sposób wizualny: pozwalają na kategoryzację informacji na własnych stronach internetowych, w tym na blogach. Klikając np. w słowo „media” zobaczymy listę wszystkich tekstów nt. mediów na danej stronie. Na tym blogu nie jest to możliwe, gdyż platforma Blogger.com, z której korzystam nie udostępnia tej funkcji.

  • służą do udostępniania treści innym internautom: „wyłapuje” je np. Technorati i umieszcza w swoich zbiorach. Dzięki tagom, ten tekst znajdzie się za chwilę wśród setek lub tysięcy innych tekstów na temat mediów lub tagów. W ten sposób mogą go przeczytać osoby, które nie znają tego bloga. Poznają go właśnie dzięki tagom.

5. Design w pastelowych kolorach

Białe tło, pastelowe kolory, zaokrąglone ramki, kolorowe i dynamiczne logo z zakrętasem - tak wyglądają często strony internetowe epoki Web 2. Webdesign jest prosty, tak prosty, że prawie dziecinny. Ogólne wrażenie est sympatyczne, choć jeden z guru internetu, Jakob Nielsen, krytykuje twórców stron internetowych new age, że pędząc za modą Web 2.0 zaniedbują podstawy poprawnego designu stron internetowych, zasady użyteczności (usability) i ergonomię.

A jeżeli macie jeszcze jakieś wątpliwości, warto zwrócić uwagę na nazwę serwisu. Jeśli ma dwa „oo”, jak Yoono.com lub dźwięczną, seksowną głoskę „r” na końcu, jak Flickr.com, to ani chybi trafiliśmy na serwis Web 2.0.

* Disclosure: serwis Itsmynews został stworzony przez mojego amerykańskiego partnera, Jeffa Mignona z Mignon-Media.

> Wiedzeć węcej o Web 2.0:
Internet jest rewolucja, ktora zmienia reguly gry w mediach raz na zawsze
Web 2.0 to fantastyczna maszynka do generowania ruchu na stronach internetowych
Web 2.0 jest nowa i byc moze ostatnia szansa dla tradycyjnych mediow
Jak tradycyjne media moga wykorzystac nowe technologie, by przyciagnac nowych czytelnikow
Cybercwaniacy próbują manipulować Web 2.0
Nadchodzi era egocastingu, zmora tradycyjnych stacji telewizyjnych

> Wiedzieć więcej o blogach:
Polska blogosfera rośnie w siłę
Kto i jak może zarobić na blogu i na serwisie społecznościowym
Internet jest rewolucja, ktora zmienia reguly gry w mediach raz na zawsze
Jak tradycyjne media moga wykorzystac nowe technologie, by przyciagnac nowych czytelnikow
Blogosfera zwalnia tempo wzrostu
Zawodowi dziennikarze są skazani na współpracę z amatorami
Amerykanie wierzą, że blogi i dziennikarstwo obywatelskie to przyszłość
Marcin Wójcik, autor bloga krakoff.info, wybrany Blogerem Roku 2006 przez wiadomosci24.pl
Angel in red zostal blogiem roku na onet.pl
Francuscy blogerzy przestraszyli się wysokich kar i opublikowali wyniki wyborów po godz. 20.00
Blox.pl będzie płacić swoim najlepszym blogerom
„Gazeta Wyborcza” uruchamia „Lustracyjny przegląd blogów”
Czy blogerzy mogą zrujnować karierę Elizie Michalik oskarżonej o plagiat?
Salon24 wyrzuca blogerkę, która kradła cudze teksty
Jak można wykorzystać blogi w szkole

> Wiedzieć więcej o dziennikarstwie obywatelskim:
Zawodowi dziennikarze są skazani na współpracę z amatorami

Dlaczego media ignorują dziennikarstwo obywatelskie? Bo go nie rozumieją i obawiają się go!
Web 2.0 jest nową i być może ostatnią szansą dla tradycyjnych mediów
Tradycyjne media jeszcze nie wierzą, że web 2.0 może im zapewnić przewagę konkurencyjną
Onet.pl szuka talentów
Stań się reporterem twojego życia we francuskiej telewizji
Portal Warmii i Mazur też będzie płacił swoim internautom za teksty
Posłuchaj co piszą dziennikarze-amatorzy w serwisie iThink
Wiadomosci24.pl mają już ponad 4600 „dziennikarzy obywatelskich”

> Wiedzieć więcej o chmurze tagów:
Jak argentyński dziennik wykorzystuje chmury do zdobycia czytelników
Jak najlepiej użyć tag clouds

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Amerykanie wierzą, że blogi i dziennikarstwo obywatelskie to przyszłość

Blogi i dziennikarstwo obywatelskie to przyszłość. Tak wynika z badań przeprowadzonych wśród amerykańskich internautów przez firmę Zogby Interactive. Pisze o nich dziś Internet Standard.

Oto wyniki tych badań:

  • 55% respondentów odpowiedziało w nich twierdząco na pytanie „Czy bloggerzy są ważni dla przyszłości amerykańskiego dziennikarstwa?”,
  • 74% potwierdziło, że dziennikarstwo obywatelskie stanie się w przyszłości kluczowe.
  • 53% badanych odpowiedziało twierdząco na pytanie „Czy rozwój niezależnych mediów internetowych stwarza wielką szansę dla rozwoju zawodowego dziennikarstwa?”
  • 76% badanych odpowiedziało twierdząco na pytanie „Czy Internet ma pozytywny wpływ na ogólną jakość dziennikarstwa?”.

Równocześnie badania potwierdziły duże rozczarowanie Amerykanów tradycyjnymi mediami:

  • 88% osób uważających się za konserwatystów potwierdziło swoje niezadowolenie w odpowiedzi na pytanie: „Czy jesteś niezadowolony/a ze stanu zawodowego dziennikarstwa?”.
  • 95% skrajnych konserwatystów udzieliło takiej samej odpowiedzi.
  • 51% liberałów również podzielało to zdanie.

Pomimo powszechnego kryzysu zaufania wobec tradycyjnych kanałów medialnych, aż 72% ankietowanych potwierdziło, że dziennikarstwo odgrywa w ich społeczności bardzo ważną rolę.

Jak Amerykanie konsumują informację:

  • 81% badanych potwierdziło, że strony internetowe są obecnie bardzo ważnym źródłem wiadomości,
  • 78% informuje się z telewizji,
  • 73% - z radio,
  • 69% - z prasy codziennej,
  • 38% - z magazynów.

> Źródło: Internet Standard

> Wiedzieć więcej:
Zawodowi dziennikarze są skazani na współpracę z amatorami

Dlaczego media ignorują dziennikarstwo obywatelskie? Bo go nie rozumieją i obawiają się go!
Web 2.0 jest nową i być może ostatnią szansą dla tradycyjnych mediów
Tradycyjne media jeszcze nie wierzą, że web 2.0 może im zapewnić przewagę konkurencyjną
Onet.pl szuka talentów
Stań się reporterem twojego życia we francuskiej telewizji
Portal Warmii i Mazur też będzie płacił swoim internautom za teksty
Posłuchaj co piszą dziennikarze-amatorzy w serwisie iThink
Wiadomosci24.pl mają już ponad 4600 „dziennikarzy obywatelskich”

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Tradycyjne media powinny postawić na wideo, które pozwoli im odzyskać część utraconych konsumentów informacji

Jak dotrzeć do czytelników, którzy nie interesują się gazetami? Jak odzyskać młodych konsumentów newsów? Od dawna radzę wydawcom, by przestali w tym przypadku myśleć w kategorii gazety, tylko w kategorii produktu do sprzedania.

I nieważne czy będzie to treść na komórkę czy do internetu, albo na konsolę Playstation Sony. Ważne, by była to treść, która czytelnika zainteresuje i dotrze do niego w dobrym momencie, tzn. o odpowiedniej porze dnia. A do młodych czytelników dotrzeć można przede wszystkim przez obraz.

Potwierdza to nowe badanie zrealizowane przez firmę konsultingową Accenture. Przebadała ona 10 tys. osób w kilku krajach - informuje Jeff Jarvis na swoim blogu Buzz Machine, cytując „The Guardian”.

Z badania wynika, że ponad 40% internautów przegląda i/lub ściąga wideo online. Aż 54% z nich - głownie ci młodsi - deklaruje chęć tworzenia i dzielenia się wideo. W Chinach jest ich aż 82%, ale już tylko 20% w Niemczech.

Co drugi internauta (54%) woli ściągac i oglądać wideo na swoim telewizorze, rzadziej w komputerze (30%), i jeszcze rzadziej w telefonie komórkowym (20%).

Myślę, że dobrą niszą może być tu konsola do gier, która ma wysoką jakość obrazu i - co najważniejsze - jest przenośna. Gazetę na konsolę testował jeden z norweskich dzienników, a Chińczycy doczekali się już kilku dzienników na komórkę.

Warto uważnie obserwować ewolucję dwóch ikon web 2.0: YouTube (największego na świecie serwisu do przechowywania i dzielenia się wideo, który ewoluuje w stronę telewizji w stylu MTV) i MySpace (największego na świecie - prawie 100 mln użytkowników miesięcznie - portalu społecznościowego). Oba te serwisy znajdują się w fazie przejściowej.

Dla tradycyjnych mediów, nie tylko dla prasy, jest już najwyższy czas na przygotowanie dobrej, solidnej oferty wideo dla internautów.

Jedno jest pewne: wideo będzie wszechobecne w naszym życiu codziennym kiedy tylko upowszechni się - a stanie się to o wiele szybciej. niż przewidują optymiści - dostęp do bezprzewodowego internetu.

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Internet jest rewolucją, która zmienia reguły gry w mediach raz na zawsze

wyk%20nowe%20media%20print2.png

A ile mogę na tym zarobić? - zapytał mnie kilka dni temu znajomy wydawca, którego próbowałem przekonać do jak najszybszego wprowadzenia swoich tytułow do internetu. - Nie pytaj ile możesz zarobić, pytaj ile i jak szybko możesz stracić - odpowiedziałem.

Nie powiedziałem, że stracić może wszystko, bo by mi nie uwierzył, gdyż reklama wali dziś do jego gazet drzwiami i oknami. A jutro? Nie wiadomo, w tej grze stawką jest bowiem przeżycie całego biznesu gazet papierowych i to nie tylko w USA, ale także w Europie i w Polsce.

Profesor Robert G. Picard, jeden z największych specjalistów ekonomiii mediów na świecie, dyrektor Media Management and Transformation Centre w Szwecji (Jönköping International Business School), nie obawia sie, że prasa nagle zniknie, zmieciona przez internetowy huragan. Obawia sie, że może nie zdążyć z wprowadzaniem zmian.

Picard dowodzi, że im szybciej wydawcy zaczną wprowadzać zmiany, tym większe mają szanse, że im się uda. To jeden z tematów często poruszanych przeze mnie na blogu Media Cafe i w wywiadach prasowych. Podpisuję się więc pod analizą Picarda obiema rękami.

Oto główne tezy sformułowane przez Picarda i naszkicowane na wykresie powyżej:

1. Prasa będzie powoli, ale stopniowo, tracić czytelników.

  • Dochody w biznesie prasowym będą spadać w miarę jak konsumenci będą adoptować nowe technologie. Oni nie robią tego jednak w sposób nagły, lecz powoli i sukcesywnie.
  • Spadek sprzedaży gazet spowoduje automatycznie redukcję kosztów produkcji, głównie papieru. Ale części kosztów stałych nie da się wyeliminować i przy zmniejszających się nakładach, w pewnym momencie koszty mogą być większe niż dochody.

2. Konwergencja sprawdza sie w krotkiej i średniej perspektywie czasowej.

  • Oszczędności skali i strategia multimedialna, czyli konwergencja, pozwalają w pierwszym okresie zrekompensować utratę przychodów z wersji papierowej gazety. Niemniej jednak spadek tych przychodów i koszty papieru obciążają bilans wspólnych operacji print i online. Tu również przychodzi moment, kiedy print staje się niedochodowy. Najbardziej zagrożone są w tym przypadku gazety ogólnokrajowe i duże gazety regionalne, mniej - gazety lokalne, gminne i powiatowe - wynika z badań Picarda.

3. Inwestycja w nowe media powinna być dokonana jak najszybciej.

  • Widać to dobrze na wykresie. Zielona linia pokazuje, że im szybciej organizacja (wydawnictwo, grupa medialna, radio, stacja telewizyjna…) zacznie eksperymentować z nowymi produktami i nowymi usługami, tym większe ma szanse, by zacząć na nich szybciej zarabiać. Pozytywny przykład z naszego rynku: portal Onet, który zawarł alians strategiczny z FON, by razem wdrażać w Polsce bezprzewodowy dostęp do internetu, Wi-Fi.
  • Reklama będzie coraz szybciej migrować do nowych mediów online, ze względu na spadek sprzedaży prasy (której czytelnicy stają się użytkownikami produktów i usług online) i ograniczone możliwości absorpcji reklamy przez telewizję, mimo kablówek. Zyskuje internet, najwięcej tracą prasa i radio, najmniej telewizja - statystyki na całym świecie potwierdzają tę tendencję.

Picard uprzedza jednak, by nie popełnić błędu i przypadkiem nie „zabić” gazety zbyt wcześnie. To wersja papierowa generuje przecież ciągle najwięcej przychodow i to dzięki niej zbudujemy produkty online, które z czasem przejmą rolę lokomotywy w całym biznesie medialnym. Prasa wytrzyma jeszcze pewien czas konkurencję z internetem. Jak długo? To zależy od rodzaju tytułu i kraju. Najważniejsze - mówi Picard - to skoncentrować siły i środki, by jak najdłużej powstrzymać schyłek papieru.

Tylko uwaga - podkreśla Picard, powstrzymywanie schyłku papieru nie może być jedynym celem wydawcy i w żadnym przypadku nie zastąpi solidnej strategii wydawniczej opartej na synergii print-online. Nie zastąpi jej też redukcja kosztów i konwergencja operacji print i online.

„The current strategies of publishing companies to gain economies of scale and scope, to move into cross-platform content provision, and to maximize return across a portfolio of content products will be effective only for the short-and mid-term“, mówi Picard.

Wydawcy powinni wiec jak najszybciej zainwestować w nowe media, powinni jak najwięcej próbować, eksperymentować i testować nowe pomysły w internecie w celu wypracowania optymalnego modelu reklamowego i sponsoringowego. Przy okazji, pojawią się inne, nowe modele biznesowe, które z czasem mogą okazać się bardzo skuteczne.

Picard stawia sprawę jasno: czas gra na niekorzyść wydawców. W pewnym momencie będzie już za późno. Wystarczy przesunąć w czasie początek zielonej linii na wykresie, by zrozumieć dlaczego.

Myślę, że to przestroga dla wydawców, którzy czekają na cudowną receptę, na „inwestora strategicznego”, który rozwiąże ich nie do końca sformułowane problemy jednym pociągnięciem czarodziejskiej różdżki. To przestroga dla wydawców, którzy zwlekają z wejściem do internetu, gdyż skupili całą swoją energię na próbie hamowania tego, czego zahamować już się nie da.

Dlaczego Google kupił za 1,65 mld dolarów YouTube, który nie zarabia ani grosza, a nie „New York Times”, który nie może opędzić się dziś od reklamodawców? Bo Google nie chciał kupić business modelu, którego czas życia jest ograniczony. Zapłacił niewyobrażalną kwotę za firmę, która ma potencjał liczony w setkach milionów użytkowników w jednym z najbardziej dynamicznych segmentów internetu - wideo, i gdzie produkcja kontentu jest tania. Google eksperymentuje, to jego siła.

Z tych samych powodów aukcyjny potentat eBay za 2,6 mld dolarów kupił Skype, firmę z branży telefonii internetowej, a magnat prasowy Rupert Murdoch zainwestował 580 mln dolarów w serwis społecznościowy MySpace.

Mimo smutnych doświadczeń z czasów pierwszej bańki internetowej na początku lat 2000., kiedy boom inwestycyjny zakończył się krachem, eBay i Murdoch wierzą w potencjał start-up’ów ery Web 2.0, nowego pokolenia internetu, bo wiedzą, że sytuacja jest dziś diametralnie inna. Są konkretni internauci-konsumenci, i to coraz więcej, są rewelacyjne aplikacje internetowe, ludzie zaczynają nawet powoli rozumieć jak działaja RSS-y, zaczynają pojawiać się pieniądze z reklamy.

W mediach tradycyjnych w Polsce, jak i gdzie indziej na świecie, pracują tysiące ludzi inteligentnych i wykształconych, setki błyskotliwych dziennikarzy i menadżerów. Dlaczego wydawcom prasowym tak trudno uwierzyć, że gra toczy się o najwyższą stawkę? Dlaczego nie potrafią zainicjować innowacyjnych rozwiązań, a raczej dlaczego robią to tak rzadko? - zastanawiamy sie często z moim przyjacielem, Jeffem Mignonem. W polskim pejzażu medialnym, tylko TVN, Agora i - w skromniutkim zakresie - Polskapresse, no i może rozblogowana „Polityka”, wrzuciły drugi bieg.

Odpowiedzi można szukać w książce pt. „An Army of Davids” Glenn’a Reynolds’a (pisałem o niej na Media Cafe) i w analizach Claytona Christensena, profesora Harvard Business School, autora m. in. książek The Innovator’s Dilemma i The Innovator’s Solution.
Christensen uważa, że we wszystkich branżach przemysłu istnieje pewna stała w momencie kiedy jakaś rewolucyjna innowacja wpływa na zmianę reguł gry: wielkie firmy bardzo często nie dostrzegają tego co widzą mniejsze, nie widzą konieczności szybkich zmian i wypadają z zakrętu. To syndrom Kodaka.

Internet nie jest nowym medium, ale platformą wymiany informacji, usług i aplikacji online między użytkownikami, dzięki czemu tworzy się coś w rodzaju wspólnej inteligencji, uważa Tim O’Reilly, autor terminu Web 2.0. To prawda. Internet nie jest nowym medium, jak radio czy telewizja, ani narzędziem do publikacji treści (teksty, wideo, zdjęcia…), o czym święcie przekonanych jest setki menadżerów i dziennikarzy.

Internet jest rewolucją, która zmienia reguły gry raz na zawsze, jestem o tym przekonany. Christensen nazywa taką rewolucję „disruptiv innovation” („Disruption is good”), co przetłumaczyłbym na szybko jako „innowację perturbującą” (definicja Wikipedii, lub Institut Arbeitswirtschaft und Organisation). I właśnie ponieważ perturbuje ona wizje biznesu kompetentnych skądinąd menadżerów i analityków, odrzucają ją oni, jak w przypadku Web 2.0, z pobłażaniem traktując ten nowy etap w życiu internetu jako humbug.

Christensen tłumaczy, że - paradoksalnie - kompetencje zawodowe stają się w przypadku zmian ekstremalnych przeszkodą, która nie pozwala im zrozumieć co się dzieje. Ludziom kompetentnym jest wyjątkowo trudno przejść ze stanu „wiem” do „nie wiem”. Nikt lubi być podejrzewany czy oskarżony o niekompetencje.

Dlatego tak trudno wprowadzić zmiany w organizacji, o czym przekonałem się wielokrotnie audytując organizację czy strategię dużych wydawnictw prasowych. Zmiana zawiera w sobie pewną ilośc niewiadomych, a więc ryzyko porażki, a więc utraty pracy. Stąd tak częsty wybór najmniejszego zła jakim wydaje się zachowanie status quo.

Tak więc menadżerowie mogą paść ofiarą swojej kompetencji. Mogą potknąć się na tych pomysłach i rozwiązaniach, na których zbudowali sukces swój i swojej firmy. „Nie zmienia się zaprzęgu na środku rzeki” - mowi popularne polskie przysłowie. Ponieważ chcą zachować status quo, ci menadżerowie nie podejmują decyzji o alokacji środków na refleksję. Która z polskich, lub europejskich gazet ma dział „Reaserch & Developement”? Bez niego, nie istniałyby internetowe giganty jak Google, Yahoo, czy Microsoft.

A kiedy firma się budzi z letargu, próbuje najpierw używać znanych rozwiązań i schematów, które potwierdzają słuszność obowiązującej strategii i business modelu. To przykład francuskiej prasy regionalnej, która nagle wymyśliła, że będzie sprzedawać swoje informacje w internecie. Co robią Francuzi? To co potrafią i to robili quasi-mechanicznie od zawsze, zamiast spróbować rozwinąć nowe projekty oparte na nowych modelach biznesowych.

Christensen nazywa to „cramming’iem”, czyli próbą powielenia starego przy użyciu nowych technologii. Coraz trudniej sprzedać informację ogólną, którą ogłasza radio, pokazuje telewizja i próbuje nazajutrz rozwijać prasa. Do sprzedania nadaje się dziś tylko tylko informacja specjalistyczna, ekonomiczna, finansowa, może kiedyś lokalna i sublokalna.

Christensen idzie krok dalej. Probuje zrozumieć poszczególne etapy, które przechodzi jakaś firma z sytuacji lidera do sytuacji krytycznej, w kontekście pojawienia się „disruptiv innovation“. Oto najważniejsze punkty tej analizy, opisane w dokumencie Blue print for Transformation de l’American Press Institute (dorzuciłem tu kilka swoich uwag):

1. Na początku, menadżerowie widzą tylko, że innowacja wymaga inwestycji w badania. Ale po co badać kiedy wszystko idzie jak po maśle, a reklama - jak u mojego znajomego wydawcy - reklama wali dzwiami i oknami? Po co inwestowac w przedsięwięcie, które nie przynosi szybkich i konkretnych zysków?

2. Na tym etapie, „disruptiv innovation” zaczyna sie rozwijać, ale nie dociera do przeciętnych konsumentów jakiegoś produktu czy usługi. Dociera głównie do “early adopters”, do rozczarowanych etc., ale też do tych, ktorych nie stać na nie.

Tak było z prasą darmową. Pamiętam prześmiewcze komentarze w „Le Monde”, kiedy do Francji wchodziły „Metro” i „24 Heures”. Skoro klasyczny dziennik jest produktem dla pięćdziesięciolatków, czemu mieliby oni zainteresować się produktem dla dwudziestolatków jakim jest dziennik darmowy? Błąd. Zainteresowali się. Dlatego „Le Monde”, który traci dzis dużo pieniędzy na swoim prestiżowym i płatnym wydaniu papierowym, sam tworzy darmowy dziennik. Podobnie jest z internetem. Jego użytkownikami nie byli na początku klasyczni konsumenci informacji. Teraz są.

3. Etap następny: obniżka cen klasycznych produktów i usług. „Disruptiv innovation” jest z reguły produktem, lub usługą gorszej jakości, jak gazety darmowe czy - to częsty argument prasowych menadżerów i wydawców - internet. Na dodatek, funkcjonuje on według innego modelu biznesowego, na niższych marżach. Za co konsumenci kochają innowację i konkurencję? Za to, że zazwyczaj powoduje obniżkę cen. To właśnie dzieje się teraz w przypadku prasy i internetu, gdzie możemy znaleźć to co mamy w prasie płatnej - nieraz o wiele więcej -, ale za darmo. Dla konsumenta wybór jest prosty. Dla wydawcy to dylemat: informacja na papierze kosztuje więcej, ale przyciąga reklamodawców. Co robić?

4. Na tym etapie zaczyna się gonitwa za rozwiązaniami. Już widać, że „disruptiv innovation” na dobre zadomowiła się w biznesie. Zdobyła klientów, dynamicznie się rozwija. Niektórzy zaczynają panikować. Trzeba na gwałt udoskonalić swoje produkty, stworzyć nowe, oczywiście na wzór „disruptiv innovation”. I tu pojawia się nowy problem. Konsumenci produktu podstawowego zaczynają interesować się nowymi produktami. To początek „kanibalizacji”.

Na jakim etapie jest polska prasa? Wydaje mi się, że gdzieś między drugim a trzecim. A Państwo co o tym myślicie?

> Wiedzieć więcej:
Tradycyjne media powinny postawić na wideo, które pozwoli im odzyskać część utraconych konsumentów informacji
Media próbują zdobyć młodego czytelnika kusząc go grami i muzyką
Czy biznes prasowy wchodzi w krytyczną fazę?
Prasa musi szybko inwestować w internet, który stanie się wkrótce głównym źródłem jej dochodów
Powstał pierwszy w Polsce portal oparty na dziennikarstwie obywatelskim

Portale oparte na dziennikarstwie obywatelskim to przyszłość mediów
Dlaczego media ignorują dziennikarstwo obywatelskie? Bo go nie rozumieją i się go boją
Francja: Stacja telewizyjna M6 uruchamia 3 serwisy społecznosciowe
Nowy e-papier wejdzie do użytku w 2008 r.
E-papierowa rewolucja
Kiedy pojawią się gazety na e-papierze?
Blog glenna Reynoldsa Instapundit.com

Jak Dawid może konkurować z Goliatem

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Tradycyjne media coraz częściej inwestują w wideo w internecie

Coraz więcej tradycyjnych mediów - prasa, radio, telewizja, serwisy internetowe - na całym świecie inwestuje w wideo online, w nadziei na przyciągnięcie nowych konsumentów informacji. Oto 3 nowe inicjatywy, które pokazują jak stosunkowo łatwo i bez wielkich kosztów można stworzyć w internecie atrakcyjną ofertę wideo.

Wideo DE Tijd.png

Pierwszy przykład: Belgowie. Flamandzki dziennik ekonomiczny „De Tijd” (ten sam, który testuje swoje wydania na e-booku), wystartował z serią programów wideo na swoich stronach internetowych (na zdjęciu powyżej). Na razie jest to wyłącznie informacja finansowa. Flesze emitowane są 3 razy dziennie: rano, w południe i wieczorem. Inna gazeta należąca do tej samej grupy (Mediafin) co „De Tijd”, „L’Écho” też zamierza uruchomić podobny projekt na swoich stronach internetowych.

TV Napple News TV.png

Drugi przykład: Amerykanie. Dwie małe, lokalne gazety amerykańskieNaples News” i „Bonita News” uruchomiły „stację telewizyjną” o nazwie Studio 55 (na zdjeciu powyżej). Na początku są oczywiście newsy, to podstawa. Codziennie o godz. 16.00 lecą wiadomości na wideo. Można je oglądać, lub ściągnąć na komputer, iPoda, a nawet Play Station. Programy, finansowane przez sponsorów i reklamę, zrealizowane są we Flashu.

TV gazety argentyNA Perfil.jpg

Trzeci przykład: Argentyńczycy. Pisałem niedawno na Media Cafe o tym jak 3 największe dzienniki w kraju: „Perfil” (Perfil tv), „Clarin” (Clarin) i „Infobae” (Infobae.tv ) zaczynają wkomponowywać wideo do swojej strategii. „Perfil” nie ma własnej stacji telewizyjnej, w przeciwieństwie do „Clarin” i „Infobae”, ale ma ciekawy pomysł na wideo (na zdjęciu powyżej), które pozwala mu na recykling produkowanej przez siebie informacji.

> Wiedzieć więcej:
Tradycyjne media powinny postawić na wideo, które pozwoli im odzyskać część utraconych konsumentów informacji
Francja: Dziennik „Les Echos” tworzy gazetę na papierze elektronicznym
Okulary wideo do czytania gazet?
Nowy e-papier wejdzie do użytku w 2008 r.
E-papierowa rewolucja
Kiedy pojawią się gazety na e-papierze?

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

O blogu

Blog firmowy Mediapolis o nowych mediach, internecie i Web 2.0

O autorach

blog Urbanowicz K.jpg
Krzysztof Urbanowicz
Prezes Mediapolis
View Krzysztof Urbanowicz's profile on LinkedIn

Abonament

Newsletter

Wpisz swój e-mail

Feedburner

listopad 2008
P W Ś C P S N
<<    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukiwarka






Tagi Technorati

Kategorie

Ostatnie wpisy

Komentarze

Linki polskie

Linki zagraniczne

Licznik



Wszelkie prawa zastrzeżone © Mediapolis

Powered by Wordpress