Mediapolis
Portfolio

Wpisy z kategorii 'dzienniki'

Amerykanie wierzą, że blogi i dziennikarstwo obywatelskie to przyszłość

Blogi i dziennikarstwo obywatelskie to przyszłość. Tak wynika z badań przeprowadzonych wśród amerykańskich internautów przez firmę Zogby Interactive. Pisze o nich dziś Internet Standard.

Oto wyniki tych badań:

  • 55% respondentów odpowiedziało w nich twierdząco na pytanie „Czy bloggerzy są ważni dla przyszłości amerykańskiego dziennikarstwa?”,
  • 74% potwierdziło, że dziennikarstwo obywatelskie stanie się w przyszłości kluczowe.
  • 53% badanych odpowiedziało twierdząco na pytanie „Czy rozwój niezależnych mediów internetowych stwarza wielką szansę dla rozwoju zawodowego dziennikarstwa?”
  • 76% badanych odpowiedziało twierdząco na pytanie „Czy Internet ma pozytywny wpływ na ogólną jakość dziennikarstwa?”.

Równocześnie badania potwierdziły duże rozczarowanie Amerykanów tradycyjnymi mediami:

  • 88% osób uważających się za konserwatystów potwierdziło swoje niezadowolenie w odpowiedzi na pytanie: „Czy jesteś niezadowolony/a ze stanu zawodowego dziennikarstwa?”.
  • 95% skrajnych konserwatystów udzieliło takiej samej odpowiedzi.
  • 51% liberałów również podzielało to zdanie.

Pomimo powszechnego kryzysu zaufania wobec tradycyjnych kanałów medialnych, aż 72% ankietowanych potwierdziło, że dziennikarstwo odgrywa w ich społeczności bardzo ważną rolę.

Jak Amerykanie konsumują informację:

  • 81% badanych potwierdziło, że strony internetowe są obecnie bardzo ważnym źródłem wiadomości,
  • 78% informuje się z telewizji,
  • 73% - z radio,
  • 69% - z prasy codziennej,
  • 38% - z magazynów.

> Źródło: Internet Standard

> Wiedzieć więcej:
Zawodowi dziennikarze są skazani na współpracę z amatorami

Dlaczego media ignorują dziennikarstwo obywatelskie? Bo go nie rozumieją i obawiają się go!
Web 2.0 jest nową i być może ostatnią szansą dla tradycyjnych mediów
Tradycyjne media jeszcze nie wierzą, że web 2.0 może im zapewnić przewagę konkurencyjną
Onet.pl szuka talentów
Stań się reporterem twojego życia we francuskiej telewizji
Portal Warmii i Mazur też będzie płacił swoim internautom za teksty
Posłuchaj co piszą dziennikarze-amatorzy w serwisie iThink
Wiadomosci24.pl mają już ponad 4600 „dziennikarzy obywatelskich”

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Tradycyjne media powinny postawić na wideo, które pozwoli im odzyskać część utraconych konsumentów informacji

Jak dotrzeć do czytelników, którzy nie interesują się gazetami? Jak odzyskać młodych konsumentów newsów? Od dawna radzę wydawcom, by przestali w tym przypadku myśleć w kategorii gazety, tylko w kategorii produktu do sprzedania.

I nieważne czy będzie to treść na komórkę czy do internetu, albo na konsolę Playstation Sony. Ważne, by była to treść, która czytelnika zainteresuje i dotrze do niego w dobrym momencie, tzn. o odpowiedniej porze dnia. A do młodych czytelników dotrzeć można przede wszystkim przez obraz.

Potwierdza to nowe badanie zrealizowane przez firmę konsultingową Accenture. Przebadała ona 10 tys. osób w kilku krajach - informuje Jeff Jarvis na swoim blogu Buzz Machine, cytując „The Guardian”.

Z badania wynika, że ponad 40% internautów przegląda i/lub ściąga wideo online. Aż 54% z nich - głownie ci młodsi - deklaruje chęć tworzenia i dzielenia się wideo. W Chinach jest ich aż 82%, ale już tylko 20% w Niemczech.

Co drugi internauta (54%) woli ściągac i oglądać wideo na swoim telewizorze, rzadziej w komputerze (30%), i jeszcze rzadziej w telefonie komórkowym (20%).

Myślę, że dobrą niszą może być tu konsola do gier, która ma wysoką jakość obrazu i - co najważniejsze - jest przenośna. Gazetę na konsolę testował jeden z norweskich dzienników, a Chińczycy doczekali się już kilku dzienników na komórkę.

Warto uważnie obserwować ewolucję dwóch ikon web 2.0: YouTube (największego na świecie serwisu do przechowywania i dzielenia się wideo, który ewoluuje w stronę telewizji w stylu MTV) i MySpace (największego na świecie - prawie 100 mln użytkowników miesięcznie - portalu społecznościowego). Oba te serwisy znajdują się w fazie przejściowej.

Dla tradycyjnych mediów, nie tylko dla prasy, jest już najwyższy czas na przygotowanie dobrej, solidnej oferty wideo dla internautów.

Jedno jest pewne: wideo będzie wszechobecne w naszym życiu codziennym kiedy tylko upowszechni się - a stanie się to o wiele szybciej. niż przewidują optymiści - dostęp do bezprzewodowego internetu.

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Linki 21.11.06

  • Rynek reklamowy wciąż rośnie, a najbardziej w Internecie
    Przychody reklamowe w trzecim kwartale tego roku wzrosły o 3,4 proc. w stosunku do tego samego okresu ub.r. – wynika z Ad.Media Raportu opublikowanego przez firmę CR Media Consulting.
    > Źródło: „Press”
  • 4,4 proc. udział internetu w polskim rynku reklamy
    Według CR Media Consulting polski rynek reklamy online będzie w 2007 roku wart 290 mln złotych, a wydatki na Sieć będą stanowić 4,4% kwot wydanych na reklamę we wszystkich mediach.
    > Źródło: Internet Standard
  • Rynek reklamy wzrośnie o 8,5-9,5 proc.
    Przychody reklamowe (w ujęciu netto) w latach 2007-2008 wzrosną o 8,5-9,5 proc. stosunku do roku 2006…
    > Źródło: Mediarun
  • Nowa nazwa Orkla Press Polska
    Media Regionalne to nowa nazwa dla grupy Orkla Press Polska, która skupia działalność spółek wydających gazety regionalne.
    > Źródło: „Press”
  • Yahoo razem z wydawcami prasy
    Konsorcjum składające się z siedmiu wydawnictw prasowych, reprezentujących łącznie 176 tytułów gazet regionalnych, podpisało umowę z Yahoo. W ramach porozumienia firmy zapowiedziały współpracę w zakresie reklamy, technologii oraz dostarczania treści.
    > Źródło: Internet Standard
  • Channel 4 w internecie za opłatą
    Brytyjska telewizyjna stacja komercyjna Channel4 jako (rzekomo) pierwsza na świecie oferuje swoje WSZYSTKIE programy do obejrzenia w internecie za opłatą. Od grudnia będzie można oglądać w internecie dowolny program on…
    > Źródło: blog UK:PL
  • Polacy ignorują blogi
    84 proc. Polaków nie czyta blogów. 16 proc. społeczeństwa robi to jednak przynajmniej raz w tygodniu…
    > Źródło: Mediarun
  • Czytają te blogi, czy nie?
    84 proc. Polaków nie czyta blogów - wynika z badania Action because of a blog przeprowadzonego na zlecenie agencji PR Edelman Worldwide. Pesymistyczne? Dla optymistów jest badanie Yoof o Web 2.0, z którego podobno wynika, że blogi odwiedza ponad 30 procent internautów. (z samego pdf tego badania nie potrafię wyczytać logicznych komunikatów na ten temat…).
    > Źródło: blog Tebe Gada
  • Konferencja na temat biznesu w Internecie
    Portale Gazeta.pl i Internet Standard organizują dwudniowe spotkanie poświęcone zagadnieniom pozyskiwania i utrzymania klientów w Internecie. Gościem specjalnym będzie brytyjski specjalista branży reklamowej, Danny Meadows-Klue. Konferencja „Klienci 2.0\” odbędzie się w dniach 6-7 grudnia 2006 r. w warszawskiej siedzibie Agory.
    > Źródło: Media Link

> Więcej: Media Cafe Polska

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Internet jest rewolucją, która zmienia reguły gry w mediach raz na zawsze

wyk%20nowe%20media%20print2.png

A ile mogę na tym zarobić? - zapytał mnie kilka dni temu znajomy wydawca, którego próbowałem przekonać do jak najszybszego wprowadzenia swoich tytułow do internetu. - Nie pytaj ile możesz zarobić, pytaj ile i jak szybko możesz stracić - odpowiedziałem.

Nie powiedziałem, że stracić może wszystko, bo by mi nie uwierzył, gdyż reklama wali dziś do jego gazet drzwiami i oknami. A jutro? Nie wiadomo, w tej grze stawką jest bowiem przeżycie całego biznesu gazet papierowych i to nie tylko w USA, ale także w Europie i w Polsce.

Profesor Robert G. Picard, jeden z największych specjalistów ekonomiii mediów na świecie, dyrektor Media Management and Transformation Centre w Szwecji (Jönköping International Business School), nie obawia sie, że prasa nagle zniknie, zmieciona przez internetowy huragan. Obawia sie, że może nie zdążyć z wprowadzaniem zmian.

Picard dowodzi, że im szybciej wydawcy zaczną wprowadzać zmiany, tym większe mają szanse, że im się uda. To jeden z tematów często poruszanych przeze mnie na blogu Media Cafe i w wywiadach prasowych. Podpisuję się więc pod analizą Picarda obiema rękami.

Oto główne tezy sformułowane przez Picarda i naszkicowane na wykresie powyżej:

1. Prasa będzie powoli, ale stopniowo, tracić czytelników.

  • Dochody w biznesie prasowym będą spadać w miarę jak konsumenci będą adoptować nowe technologie. Oni nie robią tego jednak w sposób nagły, lecz powoli i sukcesywnie.
  • Spadek sprzedaży gazet spowoduje automatycznie redukcję kosztów produkcji, głównie papieru. Ale części kosztów stałych nie da się wyeliminować i przy zmniejszających się nakładach, w pewnym momencie koszty mogą być większe niż dochody.

2. Konwergencja sprawdza sie w krotkiej i średniej perspektywie czasowej.

  • Oszczędności skali i strategia multimedialna, czyli konwergencja, pozwalają w pierwszym okresie zrekompensować utratę przychodów z wersji papierowej gazety. Niemniej jednak spadek tych przychodów i koszty papieru obciążają bilans wspólnych operacji print i online. Tu również przychodzi moment, kiedy print staje się niedochodowy. Najbardziej zagrożone są w tym przypadku gazety ogólnokrajowe i duże gazety regionalne, mniej - gazety lokalne, gminne i powiatowe - wynika z badań Picarda.

3. Inwestycja w nowe media powinna być dokonana jak najszybciej.

  • Widać to dobrze na wykresie. Zielona linia pokazuje, że im szybciej organizacja (wydawnictwo, grupa medialna, radio, stacja telewizyjna…) zacznie eksperymentować z nowymi produktami i nowymi usługami, tym większe ma szanse, by zacząć na nich szybciej zarabiać. Pozytywny przykład z naszego rynku: portal Onet, który zawarł alians strategiczny z FON, by razem wdrażać w Polsce bezprzewodowy dostęp do internetu, Wi-Fi.
  • Reklama będzie coraz szybciej migrować do nowych mediów online, ze względu na spadek sprzedaży prasy (której czytelnicy stają się użytkownikami produktów i usług online) i ograniczone możliwości absorpcji reklamy przez telewizję, mimo kablówek. Zyskuje internet, najwięcej tracą prasa i radio, najmniej telewizja - statystyki na całym świecie potwierdzają tę tendencję.

Picard uprzedza jednak, by nie popełnić błędu i przypadkiem nie „zabić” gazety zbyt wcześnie. To wersja papierowa generuje przecież ciągle najwięcej przychodow i to dzięki niej zbudujemy produkty online, które z czasem przejmą rolę lokomotywy w całym biznesie medialnym. Prasa wytrzyma jeszcze pewien czas konkurencję z internetem. Jak długo? To zależy od rodzaju tytułu i kraju. Najważniejsze - mówi Picard - to skoncentrować siły i środki, by jak najdłużej powstrzymać schyłek papieru.

Tylko uwaga - podkreśla Picard, powstrzymywanie schyłku papieru nie może być jedynym celem wydawcy i w żadnym przypadku nie zastąpi solidnej strategii wydawniczej opartej na synergii print-online. Nie zastąpi jej też redukcja kosztów i konwergencja operacji print i online.

„The current strategies of publishing companies to gain economies of scale and scope, to move into cross-platform content provision, and to maximize return across a portfolio of content products will be effective only for the short-and mid-term“, mówi Picard.

Wydawcy powinni wiec jak najszybciej zainwestować w nowe media, powinni jak najwięcej próbować, eksperymentować i testować nowe pomysły w internecie w celu wypracowania optymalnego modelu reklamowego i sponsoringowego. Przy okazji, pojawią się inne, nowe modele biznesowe, które z czasem mogą okazać się bardzo skuteczne.

Picard stawia sprawę jasno: czas gra na niekorzyść wydawców. W pewnym momencie będzie już za późno. Wystarczy przesunąć w czasie początek zielonej linii na wykresie, by zrozumieć dlaczego.

Myślę, że to przestroga dla wydawców, którzy czekają na cudowną receptę, na „inwestora strategicznego”, który rozwiąże ich nie do końca sformułowane problemy jednym pociągnięciem czarodziejskiej różdżki. To przestroga dla wydawców, którzy zwlekają z wejściem do internetu, gdyż skupili całą swoją energię na próbie hamowania tego, czego zahamować już się nie da.

Dlaczego Google kupił za 1,65 mld dolarów YouTube, który nie zarabia ani grosza, a nie „New York Times”, który nie może opędzić się dziś od reklamodawców? Bo Google nie chciał kupić business modelu, którego czas życia jest ograniczony. Zapłacił niewyobrażalną kwotę za firmę, która ma potencjał liczony w setkach milionów użytkowników w jednym z najbardziej dynamicznych segmentów internetu - wideo, i gdzie produkcja kontentu jest tania. Google eksperymentuje, to jego siła.

Z tych samych powodów aukcyjny potentat eBay za 2,6 mld dolarów kupił Skype, firmę z branży telefonii internetowej, a magnat prasowy Rupert Murdoch zainwestował 580 mln dolarów w serwis społecznościowy MySpace.

Mimo smutnych doświadczeń z czasów pierwszej bańki internetowej na początku lat 2000., kiedy boom inwestycyjny zakończył się krachem, eBay i Murdoch wierzą w potencjał start-up’ów ery Web 2.0, nowego pokolenia internetu, bo wiedzą, że sytuacja jest dziś diametralnie inna. Są konkretni internauci-konsumenci, i to coraz więcej, są rewelacyjne aplikacje internetowe, ludzie zaczynają nawet powoli rozumieć jak działaja RSS-y, zaczynają pojawiać się pieniądze z reklamy.

W mediach tradycyjnych w Polsce, jak i gdzie indziej na świecie, pracują tysiące ludzi inteligentnych i wykształconych, setki błyskotliwych dziennikarzy i menadżerów. Dlaczego wydawcom prasowym tak trudno uwierzyć, że gra toczy się o najwyższą stawkę? Dlaczego nie potrafią zainicjować innowacyjnych rozwiązań, a raczej dlaczego robią to tak rzadko? - zastanawiamy sie często z moim przyjacielem, Jeffem Mignonem. W polskim pejzażu medialnym, tylko TVN, Agora i - w skromniutkim zakresie - Polskapresse, no i może rozblogowana „Polityka”, wrzuciły drugi bieg.

Odpowiedzi można szukać w książce pt. „An Army of Davids” Glenn’a Reynolds’a (pisałem o niej na Media Cafe) i w analizach Claytona Christensena, profesora Harvard Business School, autora m. in. książek The Innovator’s Dilemma i The Innovator’s Solution.
Christensen uważa, że we wszystkich branżach przemysłu istnieje pewna stała w momencie kiedy jakaś rewolucyjna innowacja wpływa na zmianę reguł gry: wielkie firmy bardzo często nie dostrzegają tego co widzą mniejsze, nie widzą konieczności szybkich zmian i wypadają z zakrętu. To syndrom Kodaka.

Internet nie jest nowym medium, ale platformą wymiany informacji, usług i aplikacji online między użytkownikami, dzięki czemu tworzy się coś w rodzaju wspólnej inteligencji, uważa Tim O’Reilly, autor terminu Web 2.0. To prawda. Internet nie jest nowym medium, jak radio czy telewizja, ani narzędziem do publikacji treści (teksty, wideo, zdjęcia…), o czym święcie przekonanych jest setki menadżerów i dziennikarzy.

Internet jest rewolucją, która zmienia reguły gry raz na zawsze, jestem o tym przekonany. Christensen nazywa taką rewolucję „disruptiv innovation” („Disruption is good”), co przetłumaczyłbym na szybko jako „innowację perturbującą” (definicja Wikipedii, lub Institut Arbeitswirtschaft und Organisation). I właśnie ponieważ perturbuje ona wizje biznesu kompetentnych skądinąd menadżerów i analityków, odrzucają ją oni, jak w przypadku Web 2.0, z pobłażaniem traktując ten nowy etap w życiu internetu jako humbug.

Christensen tłumaczy, że - paradoksalnie - kompetencje zawodowe stają się w przypadku zmian ekstremalnych przeszkodą, która nie pozwala im zrozumieć co się dzieje. Ludziom kompetentnym jest wyjątkowo trudno przejść ze stanu „wiem” do „nie wiem”. Nikt lubi być podejrzewany czy oskarżony o niekompetencje.

Dlatego tak trudno wprowadzić zmiany w organizacji, o czym przekonałem się wielokrotnie audytując organizację czy strategię dużych wydawnictw prasowych. Zmiana zawiera w sobie pewną ilośc niewiadomych, a więc ryzyko porażki, a więc utraty pracy. Stąd tak częsty wybór najmniejszego zła jakim wydaje się zachowanie status quo.

Tak więc menadżerowie mogą paść ofiarą swojej kompetencji. Mogą potknąć się na tych pomysłach i rozwiązaniach, na których zbudowali sukces swój i swojej firmy. „Nie zmienia się zaprzęgu na środku rzeki” - mowi popularne polskie przysłowie. Ponieważ chcą zachować status quo, ci menadżerowie nie podejmują decyzji o alokacji środków na refleksję. Która z polskich, lub europejskich gazet ma dział „Reaserch & Developement”? Bez niego, nie istniałyby internetowe giganty jak Google, Yahoo, czy Microsoft.

A kiedy firma się budzi z letargu, próbuje najpierw używać znanych rozwiązań i schematów, które potwierdzają słuszność obowiązującej strategii i business modelu. To przykład francuskiej prasy regionalnej, która nagle wymyśliła, że będzie sprzedawać swoje informacje w internecie. Co robią Francuzi? To co potrafią i to robili quasi-mechanicznie od zawsze, zamiast spróbować rozwinąć nowe projekty oparte na nowych modelach biznesowych.

Christensen nazywa to „cramming’iem”, czyli próbą powielenia starego przy użyciu nowych technologii. Coraz trudniej sprzedać informację ogólną, którą ogłasza radio, pokazuje telewizja i próbuje nazajutrz rozwijać prasa. Do sprzedania nadaje się dziś tylko tylko informacja specjalistyczna, ekonomiczna, finansowa, może kiedyś lokalna i sublokalna.

Christensen idzie krok dalej. Probuje zrozumieć poszczególne etapy, które przechodzi jakaś firma z sytuacji lidera do sytuacji krytycznej, w kontekście pojawienia się „disruptiv innovation“. Oto najważniejsze punkty tej analizy, opisane w dokumencie Blue print for Transformation de l’American Press Institute (dorzuciłem tu kilka swoich uwag):

1. Na początku, menadżerowie widzą tylko, że innowacja wymaga inwestycji w badania. Ale po co badać kiedy wszystko idzie jak po maśle, a reklama - jak u mojego znajomego wydawcy - reklama wali dzwiami i oknami? Po co inwestowac w przedsięwięcie, które nie przynosi szybkich i konkretnych zysków?

2. Na tym etapie, „disruptiv innovation” zaczyna sie rozwijać, ale nie dociera do przeciętnych konsumentów jakiegoś produktu czy usługi. Dociera głównie do “early adopters”, do rozczarowanych etc., ale też do tych, ktorych nie stać na nie.

Tak było z prasą darmową. Pamiętam prześmiewcze komentarze w „Le Monde”, kiedy do Francji wchodziły „Metro” i „24 Heures”. Skoro klasyczny dziennik jest produktem dla pięćdziesięciolatków, czemu mieliby oni zainteresować się produktem dla dwudziestolatków jakim jest dziennik darmowy? Błąd. Zainteresowali się. Dlatego „Le Monde”, który traci dzis dużo pieniędzy na swoim prestiżowym i płatnym wydaniu papierowym, sam tworzy darmowy dziennik. Podobnie jest z internetem. Jego użytkownikami nie byli na początku klasyczni konsumenci informacji. Teraz są.

3. Etap następny: obniżka cen klasycznych produktów i usług. „Disruptiv innovation” jest z reguły produktem, lub usługą gorszej jakości, jak gazety darmowe czy - to częsty argument prasowych menadżerów i wydawców - internet. Na dodatek, funkcjonuje on według innego modelu biznesowego, na niższych marżach. Za co konsumenci kochają innowację i konkurencję? Za to, że zazwyczaj powoduje obniżkę cen. To właśnie dzieje się teraz w przypadku prasy i internetu, gdzie możemy znaleźć to co mamy w prasie płatnej - nieraz o wiele więcej -, ale za darmo. Dla konsumenta wybór jest prosty. Dla wydawcy to dylemat: informacja na papierze kosztuje więcej, ale przyciąga reklamodawców. Co robić?

4. Na tym etapie zaczyna się gonitwa za rozwiązaniami. Już widać, że „disruptiv innovation” na dobre zadomowiła się w biznesie. Zdobyła klientów, dynamicznie się rozwija. Niektórzy zaczynają panikować. Trzeba na gwałt udoskonalić swoje produkty, stworzyć nowe, oczywiście na wzór „disruptiv innovation”. I tu pojawia się nowy problem. Konsumenci produktu podstawowego zaczynają interesować się nowymi produktami. To początek „kanibalizacji”.

Na jakim etapie jest polska prasa? Wydaje mi się, że gdzieś między drugim a trzecim. A Państwo co o tym myślicie?

> Wiedzieć więcej:
Tradycyjne media powinny postawić na wideo, które pozwoli im odzyskać część utraconych konsumentów informacji
Media próbują zdobyć młodego czytelnika kusząc go grami i muzyką
Czy biznes prasowy wchodzi w krytyczną fazę?
Prasa musi szybko inwestować w internet, który stanie się wkrótce głównym źródłem jej dochodów
Powstał pierwszy w Polsce portal oparty na dziennikarstwie obywatelskim

Portale oparte na dziennikarstwie obywatelskim to przyszłość mediów
Dlaczego media ignorują dziennikarstwo obywatelskie? Bo go nie rozumieją i się go boją
Francja: Stacja telewizyjna M6 uruchamia 3 serwisy społecznosciowe
Nowy e-papier wejdzie do użytku w 2008 r.
E-papierowa rewolucja
Kiedy pojawią się gazety na e-papierze?
Blog glenna Reynoldsa Instapundit.com

Jak Dawid może konkurować z Goliatem

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Tradycyjne media coraz częściej inwestują w wideo w internecie

Coraz więcej tradycyjnych mediów - prasa, radio, telewizja, serwisy internetowe - na całym świecie inwestuje w wideo online, w nadziei na przyciągnięcie nowych konsumentów informacji. Oto 3 nowe inicjatywy, które pokazują jak stosunkowo łatwo i bez wielkich kosztów można stworzyć w internecie atrakcyjną ofertę wideo.

Wideo DE Tijd.png

Pierwszy przykład: Belgowie. Flamandzki dziennik ekonomiczny „De Tijd” (ten sam, który testuje swoje wydania na e-booku), wystartował z serią programów wideo na swoich stronach internetowych (na zdjęciu powyżej). Na razie jest to wyłącznie informacja finansowa. Flesze emitowane są 3 razy dziennie: rano, w południe i wieczorem. Inna gazeta należąca do tej samej grupy (Mediafin) co „De Tijd”, „L’Écho” też zamierza uruchomić podobny projekt na swoich stronach internetowych.

TV Napple News TV.png

Drugi przykład: Amerykanie. Dwie małe, lokalne gazety amerykańskieNaples News” i „Bonita News” uruchomiły „stację telewizyjną” o nazwie Studio 55 (na zdjeciu powyżej). Na początku są oczywiście newsy, to podstawa. Codziennie o godz. 16.00 lecą wiadomości na wideo. Można je oglądać, lub ściągnąć na komputer, iPoda, a nawet Play Station. Programy, finansowane przez sponsorów i reklamę, zrealizowane są we Flashu.

TV gazety argentyNA Perfil.jpg

Trzeci przykład: Argentyńczycy. Pisałem niedawno na Media Cafe o tym jak 3 największe dzienniki w kraju: „Perfil” (Perfil tv), „Clarin” (Clarin) i „Infobae” (Infobae.tv ) zaczynają wkomponowywać wideo do swojej strategii. „Perfil” nie ma własnej stacji telewizyjnej, w przeciwieństwie do „Clarin” i „Infobae”, ale ma ciekawy pomysł na wideo (na zdjęciu powyżej), które pozwala mu na recykling produkowanej przez siebie informacji.

> Wiedzieć więcej:
Tradycyjne media powinny postawić na wideo, które pozwoli im odzyskać część utraconych konsumentów informacji
Francja: Dziennik „Les Echos” tworzy gazetę na papierze elektronicznym
Okulary wideo do czytania gazet?
Nowy e-papier wejdzie do użytku w 2008 r.
E-papierowa rewolucja
Kiedy pojawią się gazety na e-papierze?

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Linki 28.09.06

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Nadchodzi fala zwolnień w polskiej prasie

Dwaj najwięksi wydawcy dzienników ogólnopolskich, Axel Springer i Agora, szykują cięcia kosztów i zatrudnienia w swych tytułach - donosi PAP i „Rzeczpospolita”.

Axel Springer zwolni, wg PAP i „Rzeczpospolitej”, ok. 30 osób w „Fakcie” i tyle samo w „Dzienniku”. Główny konkurent „Gazety Wyborczej” pierwsze cięcia zatrudnienia przeprowadził pod koniec lipca.

Agora, wg „Dziennika”, zamierza wręczyć wypowiedzenie aż 250 z 3,6 tys. pracowników spółki. Ci ostatni obawiają się, że rzeczywiste redukcje mogą sięgnąć nawet 500 osób, podobnie jak podczas zwolnień grupowych przed dwoma laty.

Z moich informacji wynika, że Orkla Press, która sprzedała swoje gazety brytyjskiemu inwestorowi, rownież przygotowuje się do zwolnień w swoich dziennikach regionalnych.

Obawiam się, że to dopiero początek fali zwolnień w polskiej płatnej prasie. Będzie ona coraz bardziej dotkliwie odczuwać utratę przychodów z:

  • sprzedaży egzemplarzowej (która spada regularnie od wielu lat),
  • ogłoszeń drobnych (przenoszą się do internetu, gdzie będą darmowe, stad ruch wyprzedzeniowy Agory, która stworzyła portal darmowych ogłoszeń drobnych na wzór craiglist.org)
  • reklamy, która na razie dopisuje, ale z czasem podąży za czytelnikami do internetu.

Znikoma część zwolnionych dziennikarzy znajdzie pewnie zatrudnienie w nowych projektach internetowych, gdzie będzie współtworzyć treść wspólnie z internautami, inna znikoma część - w nowych tytułach darmowych, które z pewnością powstaną w Polsce.

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy (piszę o tym praktycznie od początku istnienia bloga Media Cafe) - idą złe czasy dla dziennikarzy.

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Czy gazetom uda się nakłonić internautów do płacenia za informację online?

Editor & Publisher informuje, że kilka amerykańskich gazet pracuje nad wprowadzeniem w najbliższych miesiącach odpłatnego korzystania z informacji na swoich stronach internetowych, wzorem „New York Times”.

Informacja Editors & Publishers jest ciekawa i intrygująca. Najczęściej razpowszechnionym modelem dla mediów online jest bowiem „wszystko za darmo“.

Wyjątki potwierdzają tę regułę. W USA, jedynie dziennik ekonomiczny „Wall Street Journal” każe sobie płacić za swoje informacje i analizy. W Europie, tylko dwa dzienniki ekonomiczne: „Les Echos” we Francji i „Financial Times” w Wielkiej Brytanii wprowadziły model płatny.

Strategia tych gazet opiera się na dwóch elementach:

  • rzadkość informacji ekonomicznej i finansowej
  • zamożni czytelnicy (często firmy i instytucje), gotowi płacić za specjalistyczną treść.

Niektóre tytuły realizują w internecie strategię mieszaną: część treści za darmo, część za opłatą. Za kilka tygodni minie rok od momentu kiedy dziennik „New York Times“, jako pierwszy, wydzielił na swoich stronach część płatną w TimesSelect, obejmującym głównie komentarze i analizy swoich najlepszych dziennikarzy.

W Europie, model mieszany stosuje francuski dziennik „Le Monde”. Przykład hiszpańskiego dziennika „El Pais”, który stracił prawie połowę swoich internautów kiedy po zamachu na WTC 11 września 2001 r. jego strony internetowe były płatne, a strony konkurencji darmowe, skutecznie odstraszył innych wydawców.

Gazety te finansują swoją działalność online głównie z dwóch źródeł: reklama i sponsoring. Problem z reklamą jest prosty: gazetom w Europie nie udaje się na razie zdobyć dużych budżetów reklamowych online. A mikropłatności, jak zakup artykułów na sztuki, lub abonament, ciągle nie stały się liczącym się źródłem przychodów. Internauci są zbyt przyzwyczajeni do tego, iż w internecie wszystko jest za darmo.

Model „wszystko za darmo” z jednej strony opóźnia migrację płatnych dzienników do internetu, gdyż pozostaje nierozwiązany problem finansowania. Na razie za mało można jeszcze zarobić, by móc sfinansować kosztowną produkcję informacji innej niż ekonomiczna i finansowa.

Ale z drugiej strony, model ten faworyzuje tzw. agregatory informacji, postrzegane przez wielu wydawców jako pasożyty, jak YahooNews, GoogleNews. Oni nie produkują informacji (Yahoo produkuje znikomą część swoich newsów), tylko ją agregują, tzn. ściągają z setek źródeł na swoje strony.

Dzięki temu, ich strony są atrakcyjne, a biznes automatycznie rentowny, gdyż nie ponoszą kosztów produkcji informacji (reportaż, wierszówki, prawa autorskie…). Na dodatek oferują reklamodawcom zaawansowana narzędzia reklamowe i monitoringu, o których gazety - a ogólniej mówiąc media tradycyjne-, mogą na razie tylko pomarzyć.

Jeżeli amerykańskie gazety rzeczywiście zamierzają wprowadzić model mieszany, i jeżeli ten model się sprawdzi, tzn. pozwoli na zarobienie pieniędzy, będzie to ważny sygnał dla innych wydawców.

Ale nawet jeśli Amerykanom uda się nakłonić internautów do płacenia za informację online, czy to samo może się udać w Polsce?

Co Państwo o tym myślicie?

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Web 2.0 jest nową i być może ostatnią szansą dla tradycyjnych mediów

Web 2.0, czyli nowe pokolenie internetu, to termin, który często pojawia się na blogu Mediapolis i na blogu Media Cafe choć nie są to blogi o Web 2.0.

Z zainteresowaniem obserwuję spory o definicje czy o pastelowe kolory, z którymi kojarzy się Web 2.0. Sledzę - nieraz do późna w nocy - kłótnie o to czy można zaliczyć jakiś serwis czy narzędzie do Web 2.0. Pasjonuję się debatami czy Web 2.0 jest marketingowowym picem w celu wyciągnięcia pieniędzy od inwestorów i klientów, czy nowym etapem w historii netu.

Sam należę do fascynatów Web 2.0. A najbardziej fascyn uje mnie jak łatwo i skutecznie można wykorzystać nowe narzędzia i technologie w tradycyjnych mediach, by wprowadzić je w świat mediów 2.0. Ten aspekt umyka niestety zbyt często niektórym specjalistom zbyt skupionym na kwestiach technicznych, a także wydawcom - zbyt skupionym na biznesie papierowym.

Pierwsze start-up’y z epoki Web 1.0 nie miały business planów, a reklamodawcy nie byli gotowi do inwestycji w kampanie w cyberprzestrzeni.

Dziś jest inaczej i Web 2.0 zaczyna mieć prawdziwy fundament biznesowy, co widać po ewolucji takich serwisów jak MySpace, YouTube, Netvibes czy OhMynews. To wydaje się również podstawą internetowej strategii nowego gracza w polskim internecie - domu mediowego CR Media, który już chce nie tylko doradzać innym, ale też spróbować powalczyć samodzielnie, ze swoim własnym projektem, o rosnący jak na drożdżach reklamowy tort w necie.

Blogi, wiki, RRS-y czy serwisy społecznościowe, które powstały przed epoką Web 2.0, ale teraz dopiero przeżywają prawdziwy renesans, są rewelacyjnymi narzedziami, jakby stworzonymi dla mediów. Tylko, że media nie do końca wiedzą co z tym fantem zrobić.

Wielu wydawców jest ciągle przekonanych, że tylko papier jest się liczy, a internet postrzegają jako produkt zastępczy dla papieru, jako dodatek a nie jako strategiczną przestrzeń pierwszej wagi. Niektórzy z nich myślą naiwnie w kategoriach gazety papierowej, a nie w kategoriach informacji jako produktu do sprzedania.

Dla większości tradycyjnych mediów, Web 2.0 i np. taka folksonomia, czyli oddolne porządkowanie i hierarchizacja treści, jak na Del.icio.us, to ciągle ciemna magia. Nie rozumieją jeszcze jak można zarobić na wirtualnej darmosze i treściach generowanych przez internautów.

A trzeba być ślepcem, żeby nie umieć wykorzystać potencjału 2 milionów polskich blogów, albo nie dostrzec niewyobrażalnego potencjału reklamowego jaki może stworzyć bezprzewodowy dostęp do internetu przez Wi-Fi.

W Polsce jak na razie tylko Onet - czyli medium new age, bo internetowe - zrozumiał jakie możliwości może dać Wi-FI i zamierza wraz z firmą FON (gdzie współudziałowcem jest Google) stworzyć społecznościową sieć dostępową. Jej podstawą będzie idea współdzielenia się - czyli jeden z filarow Web 2.0 - swoim łączem internetowym z innymi.

Web 2.0 jest nową i być może ostatnią szansą dla tradycyjnych mediów: prasy, radia i telewizji. Dla mnie termin ten określa głęboką, zataczającą coraz szersze kręgi tendencję, która polega na stopniowym włączaniu i włączaniu się czytelników do tworzenia informacji, co zaczynają wykorzystywać systematycznie różne tradycyjne media, jak:

  • „New York Times” (amerykański dziennik)
  • Skyrock (francuska stacja radiowa),
  • „Le Monde” (francuski dziennik, który traci pieniądze na wydaniu papierowym, ale zarabia na internecie),
  • BBC
  • Reuters…

Nie wszyscy czytelnicy partycypują tak samo w kreacji: na 100 internautów, 1 tworzy treść, 10 ją komentuje, lub ulepsza, a pozostałych 89 tylko czyta i ogląda.

Współtworzenie informacji przez czytelników to niby nic nowego, czytelnicy przecież zawsze pisali listy do redakcji.

Tak naprawdę nie chodzi tu o listy do redakcji, tylko o konsekwencje tego trendu. On już zmienia tradycyjne dziennikarstwo i tradycyjne media.

Niektórzy mówią nawet, że tradycyjne media już umarły. Nie zgadzam się z tym, bo wierzę w ich przebudzenie, albo w ich zdolność do przekonania banków do udzielenia im kredytów na zakup internetowych serwisów, których sami nie potrafili stworzyć z powodu braku kompetencji i wyobraźni.

Media muszą dziś bardziej niż kiedykolwiek zainteresować się swoimi czytelnikami, coraz bardziej zainteresowanymi internetem, i na nowo odkryć społeczności, w tym lokalne. Nie chodzi tu tylko o produkowanie newsów i informacji praktycznej, lecz o ułatwienie dotarcia do nich. A ułatwić można również cytując z linkiem informacje z innych, nawet konkurencyjnych źródeł. Czy to ryzykowne? Tak, bo czytelnik może już nie wrócić.

Ale czy nie lepiej zamiast próbować ciągle zdusić konkurencję, raczej sprobować wykorzystać ją jako narzędzie do promowania własnego medium? Lepiej. Czy nie lepiej zamiast ignorować pojawiające się jak grzyby po deszczu nowe źródła informacji, jak to robi na przykład branżowy miesięcznik „Press” w przypadku blogów, raczej spóbować włączyć je do swojego serwisu jako wartość dodaną, jak to zrobił serwis Wirtualne Media? Lepiej. Blogowicze WM odejdą pewnie z czasem do bardziej prestiżowych mediów, ale na razie nabijają licznik serwisowi, który dotychczas tylko cytował informacje produkowane przez inne media.

Jeżeli lubi się swojego czytelnika czy telewidza, trzeba nauczyć się lubić to co on lubi, dyskretnie wskazywac mu drogę, ale też zdecydowanie podążać za nim do internetu, jak to robi „El Pais”, „The Guardian”, albo polska Agora. Ta ostatnia uruchomiła platformę blogową (blox.pl), serwis informacyjny tworzony przez internautów (gwar.pl) czy serwis ogłoszeniowy tworzony przez użytkowników (dwukropek.pl). Refleksem wykazało się też wydawnictwo PolskaPresse tworząc portal oparty na dziennikarstwie obywatelskim (wiadomosci24.pl).

Zamiast ignorowac, lub próbować stworzyć kopie tych serwisów, które już są kopiami zachodnich serwisów, lepiej zrozumieć i nauczyć się jak je wykorzystać dla własnej marki. A to jest możliwe.

Prasa, która znalazła się w potrzasku między internetem i prasą darmową narzucającymi jej model biznesowy radia, powinna stać się dziś „ułatwiaczem” życia codziennego, wykorzystując do tego internet, a szczególnie narzędzia Web 2.0. To chyba najlepszy sposób na przeżycie.

Co Państwo o tym myślicie?

> Wiedzieć więcej:
Czy biznes prasowy wchodzi w krytyczną fazę?
Prasa musi szybko inwestować w internet, który stanie się wkrótce głównym źródłem jej dochodów
Powstał pierwszy w Polsce portal oparty na dziennikarstwie obywatelskim
Portale oparte na dziennikarstwie obywatelskim to przyszłość mediów
Dlaczego media ignorują dziennikarstwo obywatelskie? Bo go nie rozumieją i się go boją
Portal Netscape wchodzi w erę web 2.0 i otwiera się na internautów
Web 2.0 Validator: Co jest a co nie jest Web 2.0?
Web Economy Bullshit Generator


Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

Czy gazety umrą w 2043 roku?

Economist cover newspapers dead.jpgKto zabił gazety? - zastanawia się tygodnik „The Economist” w swoim ostatnim wydaniu i cytuje znanego analityka Philipa Meyera, który wróży śmierć gazet w 2043 roku (polecam jego książkę “The Vanishing Newspaper”).

Czytelnicy bloga Media Cafe Polska i specjaliści nie znajdą w tym tekście niczego nowego. Dziś nawet ludzie spoza branży medialnej widzą, że biznes, który polega na sprzedawaniu słów czytelnikom i na sprzedawaniu czytelników reklamodawcom powoli rozpada się.

Jest w tym artykule jednak kilka wybranych faktów i trafnych spostrzeżeń wartych uwagi.

Zgadzam się z analizą „The Economist”, który przypomina, że gazety ignorowały internetową rzeczywistość od lat i, że niektóre z nich - ale tylko niektóre - wreszcie próbują naprawdę nadrobić stracony czas (np. nytimes.com i washingtonpost.com).

Jednakże, choć niektóre gazety dorobiły się znakomitych witryn internetowych i nauczyły się sprzedawać reklamę online, to za mało - twierdzi z dużą nutą pesymizmu anonimowy* autor tekstu i formułuje inrygującą hipotezę:

Niebezpieczeństwem dla gazet jest to, że ich wysiłki w internecie mogą spowodować spowolnienie ich upadku”.

Dlaczego? Bo wielu wydawców jest ciągle przekonanych, że tylko papier jest się liczy, a internet postrzegają jako produkt zastępczy dla papieru, jako dodatek a nie jako strategiczną przestrzeń pierwszej wagi.
Wielu z nich myśli naiwnie w kategoriach gazety papierowej, a nie w kategoriach informacji jako produktu do sprzedania. Google nie ma tego typu złudzeń: jego portal, który nie produkuje żadnej informacji, tylko pobiera je z tysięcy źródeł - Google News, przyciąga dziesiątki milionów internautów.

„The Economist” zauważa w segmencie gazet następujące tendencje:

  • zmniejszanie nacisku na aktualności polityczne i międzynarodowe
  • wzmożone zainteresowanie informacjami “hiperlokalnymi”
  • znaczny wzrost ilości gazet bezpłatnych
  • szybki rozwój dziennikarstwa obywatelskiego, które raczkuje (ale niektóre gazety tak jak np. brazylijska Zero Hora poświęca mu coraz więcej miejsca).

Wstępniak „The Economist” kończy się kończy się optymistyczną wizją: dziennikarstwo wysokiej jakości nie umrze, gdyż rozwinie się szeroka współpraca między wydawnictwami (tymi, którym uda się przetrwać), fundacjami, blogerami i amatorami praktykującymi „dziennikarstwo obywatelskie”.

Pozostaje znaleźć nowe modele współpracy i nowe modele biznesowe. A może czas na „dziennikarstwo open source” promowane przez fundację NewAssignment.Net, i Jay Rosena?

* Wszyscy autorzy tego prestiżowego tytułu są anonimowi i nie podpisują swoich tekstów.

Wyślij wpis   Drukuj   + co.mments   + del.icio.us   + wykop   + gwar

O blogu

Blog firmowy Mediapolis o nowych mediach, internecie i Web 2.0

O autorach

blog Urbanowicz K.jpg
Krzysztof Urbanowicz
Prezes Mediapolis
View Krzysztof Urbanowicz's profile on LinkedIn

Abonament

  Kliknij, by się zaabonować


Co to jest RSS?

Newsletter

Wpisz swój e-mail

Feedburner

marzec 2010
P W Ś C P S N
<<    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Wyszukiwarka






Tagi Technorati

biznes prasowy blog blogosfera dziennikarstwo dzienniki gazety informacja internet media Media Cafe Polska mediapolis nowe technologie prasa techniki dziennikarskie trendy web2.0 wideo wiki Wikipedia YouTube

Kategorie

Ostatnie wpisy

Komentarze

Linki polskie

Linki zagraniczne

Licznik



Wszelkie prawa zastrzeżone © Mediapolis

Powered by Wordpress